Etykiety

3D (1) Angoba (2) Artemisja (8) AtrBem (1) batik (3) Biżustynka (1) biżuteria (42) blog (1) bransoleta (8) broszka (7) candy (5) ceramics (18) ceramika (105) chusta (1) chustecznik (3) cukierniczka (1) decoupage (16) doniczki (8) figurka (9) herbaciarka (2) ikona (1) jarmark (1) jedwab (1) kafelek (4) Karnawał (1) kiermasz (5) kolczyki (22) korale (5) lampa (4) Łucznica (4) metamorfozy (3) misa (29) miska (19) mydelniczka (6) Nasze Misz-Masze (1) naszyjnik (14) obrazki (2) Orońsko (19) ozdoby świąteczne (2) patera (8) plener (6) podgrzewacz (1) podstawki (2) pojemniki (10) ptak (4) pudełko (8) raku (40) rzeźba (31) sculpture (8) serwetnik (1) soutache (28) spotkanie (7) sutasz (28) szkatułka (4) taca (2) wazon (9) wisior (7) wystawa (9) zaproszenie (3) zawieszka (7) zegary (2) Zima (1)

wtorek, 24 lipca 2012

kulinarna historia pewnego żółwia

Niedawno wróciłam z pleneru ceramicznego w Orońsku, czas więc pokazać co tym razem udało mi się tam zmajstrować. Na początek historia pewnego żółwia lądowego, który baaardzo lubi się wygrzewać w piecu (do 6 razy sztuka ;))))
Po wypaleniu na biskwit żółw wylądował w sałacie (a właściwie w szczawiu ;))), został odpowiednio przyprawiony...

 ... a następnie dostał się do pieca trocinowego

i wbrew oczekiwaniom ;) stał się czarny jak noc...


podobnie jak kot

Żółw trafił więc jeszcze raz do pieca i pięknie przepalił się na pomarańczowo

jakby tego mało znów wylądował w zieleninie

i w efekcie nieco pociemniał

jakby tego nie starczyło na koniec został potraktowany mlekiem



I tak przyrządzony pozdrawia z Orońska ;)))






4 komentarze:

  1. Nie ważne ile razy hihihi ważne jak wygląda na koniec... SUPER :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieźle tego żółwia wymęczyłaś :) Efekty na każdym etapie zachwycające!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ze starości żółw zardzewiał

    OdpowiedzUsuń
  4. Wymęczyłam go niecnie ;))) zwłaszcza, że miał duże szanse na eksplozję w piecu! - jest pusty w środku, a zapomniałam zrobić w nim dziurki...

    OdpowiedzUsuń